Czy Kasper Hogh będzie następnym Henrikiem Larssonem?

Celtic - Daizen Maeda 1
ph.FAB / Shutterstock

Rozstrzyganie, czy Kasper Hogh wyrośnie na kogoś na miarę Henrika Larssona po zaledwie dwóch występach w szkockiej ekstraklasie, wymaga sporej powściągliwości – chociaż po jego trzybramkowym popisie na Rugby Park trudno dziwić się kibicom z Glasgow, że znowu mocniej zabiły im serca na widok klasycznej „dziewiątki”.

Duńczyk trafił do Celtic z Bodo/Glimt za rekordową dla klubu kwotę i na dzień dobry, podczas swojego debiutu przeciwko Dundee, zmarnował parę dogodnych okazji – co natychmiast wywołało w mediach typową, nieco marudną falę spisywania go na straty. Zaledwie tydzień później uciszył malkontentów w najprostszy możliwy sposób. Strzał głową po zagraniu Kierana Tierneya i dośrodkowaniu Arne Engelsa już w 64. sekundzie spotkania dał zespołowi idealny start na nowej murawie, która zastąpiła kontrowersyjną sztuczną nawierzchnię. Kilmarnock miało swoje szanse w żywym początku i mogło wyrównać, ale Celtic szybko ukarał ich błędy. Camilo Duran przejął koszmarne podanie Johnly’ego Yfeko i wystawił piłkę Hoghowi na płaskie wykończenie w dolny róg, a chwilę potem ten sam Duran przerzucił piłkę nad bramkarzem, by Duńczyk dopełnił hat-tricka kolejnym uderzeniem głową przy dalszym słupku. Całe to widowisko oglądał z domu rekonwalescent Martin O’Neill – nieobecny po drobnym zabiegu w szpitalu – podczas gdy zespołem dyrygował jego asystent Shaun Maloney.

Gdy dziennikarz Tom English ogłosił na łamach BBC Scotland, że Hogh reprezentuje najbardziej sprawdzonego snajpera sprowadzonego do klubu od czasów Chrisa Suttona, sam Sutton szybko wyśmiał tę teorię w programie Monday Night Club – kwitując krótko, że English gubi się czasem w swoich opiniach. Zauważył przy tym, że historia pamięta przecież napastników takich jak John Hartson, Moussa Dembele, Kyogo Furuhashi, Daizen Maeda, Gary Hooper czy Odsonne Edouard – a ocenianie kogoś po starciu z defensywą Kilmarnock przypomina próby prognozowania pogody na cały rok na podstawie jednego słonecznego poranka. Dla osób śledzących zakłady bukmacherskie taki gwałtowny skok skuteczności bywa pożywką dla odważnych typów, ale w piłce niezwykle łatwo o przesadną ekscytację po pojedynczym dobrym meczu.

Sutton i Maloney mocno akcentowali też rzeczy wykraczające poza same bramki. Celtic po odejściu Adama Idaha do Swansea rok temu i niedawnym transferze Daizena Maedy do Ipswich został bez nominalnego środkowego napastnika, zdobywając zeszłoroczny tytuł bez klasycznego snajpera. Hogh, który obok Camilo Durana sprowadzonego z Karabachu jest jedynym nowym zawodnikiem w letnim okienku, daje drużynie potężną fizyczność z przodu. Przepycha się z obrońcami i mądrze utrzymuje piłkę na połowie rywala – a doświadczenie z Bodo/Glimt, gdzie strzelał w Lidze Mistrzów bramki Manchesterowi City oraz Atletico Madryt, widać w jego opanowaniu.

Gospodarze z Kilmarnock znowu zagrały kompletnie bez hamulców. Menedżer Neil McCann postawił na otwarty, wręcz samobójczy krytyk – ten sam, który kosztował ich cztery bramki ze St Johnstone na otwarcie sezonu – i mistrzowie bezlitośnie to wykorzystali.

Po przerwie fatalny kiks Maxa Stryjka oddał piłkę Benjaminowi Nygrenowi na czwarty gol, a wynik na 5:1 ustalił Luke McCowan trafieniem z rzutu rożnego przy swoim pierwszym kontakcie z piłką, na co Kilmarnock odpowiedziało tylko pojedynczą bramką Michaela Schjonning-Larsena. McCann po meczu wziął całą odpowiedzialność na siebie przed pucharowym starciem z Ayr United w najbliższy piątek, natomiast Celtic w pucharowych rozgrywkach czeka w sobotę wyjazdowy mecz z Dundee United.