Przymiotnik „nieszczęśliwy" na pierwszy rzut oka zupełnie nie pasuje
do Paula McStaya, świetnego piłkarza- legendę Celtiku Glasgow, który
dzielił i rządził przez lata w środku pola drużyny The Hoops. Jednak
trochę tego szczęścia Paulowi zabrakło. Po pierwsze występował na
Parkhead w dość niefortunnym momencie, gdyż Celtic był zepchnięty
przez Rangersów na krajową bocznicę. Na Celtic Park pracowało wówczas
wielu niekompetentnych ludzi, skorumpowany dyrektor oraz jeden, no
może dwóch trenerów, którzy, podobnie jak McStayowi, zwyczajnie nie
byli w czepku urodzeni.
Paul McStay przyszedł na ten ziemski padół w Glasgow we czwartek 22
października 1964 roku, a więc na kilka dni po przegranym przez Celtic
finale Pucharu Ligi. Złośliwi twierdzą, że już wtedy miał pecha… Wobec
Paula niejako naturalnie pojawiły się ogromne oczekiwania. Nic w tym
dziwnego, gdy przyjrzy się sylwetkom jego dwóch wujów – Williego i
Jimmy'ego, którzy złotymi zgłoskami wpisali się w karty historii
katolickiego klubu z Glasgow. Obaj z powodzeniem reprezentowali
zielono-białe barwy Celtiku, z tym, że lepszym piłkarzem był Willie,
zaś Jimmy może pochwalić się pięcioletnią trenerską pracą na Parkhead.
Pierwszy raz Paul zaprezentował swoje umiejętności przed szerszym
audytorium podczas występu w meczu szkockich uczniów przeciwko ich
angielskim rówieśnikom, który odbył się na sławnym Wembley w 1980
roku. Wystarczy powiedzieć, iż cała reszta zawodników grających w tym
spotkaniu stanowiła tło dla utalentowanego pomocnika - Paula McStaya.
Gdy w 1981 roku Paul stał się zawodowym piłkarzem nie było żadnych
wątpliwości, w jakim klubie zacznie karierę. Za namową ojca wstąpił w
szeregi Celtów i szybko zadebiutował w pierwszej drużynie. Stało się
to w styczniu 1982 roku w spotkaniu z Queen of the South rozgrywanym w
ramach Pucharu Szkocji. Już w pierwszym sezonie gry w The Hoops McStay
odegrał niezwykle ważną rolę. W decydującym o zdobyciu tytułu
mistrzowskiego meczu z ST. Mirren do przerwy utrzymywał się wynik 0:0.
Gdyby takim rezultatem zakończyło się całe spotkanie na królewskim
tronie zasiadłby zespół Aberdeen. Na to nie pozwolił młody Paul
McStay, zwany przez kolegów Maestro, który wzorowo rozprowadzał ataki
The Hoops. Aż trzy z nich zakończyły się powodzeniem i tytuł pojechał
na Parkhead.
W kolejnym sezonie cała Szkocja zorientowała się, iż na środku pomocy
w Celtiku gra prawdziwa boiskowa perełka, piłkarz, który będzie
prowadził do bojów reprezentację kraju. Przy znaczącym udziale Paula
Celtom udało się zdobyć Puchar Ligi, ale niefortunnie przemknęło im
koło nosa mistrzostwo Szkocji oraz krajowy puchar (do dziś wierni
kibice The Bhoys twierdzą, iż puchar byłby ich gdyby w półfinale z
Aberdeen wystąpił znakomity Charlie Nicholas). Gwiazda McStaya
rozbłysła pełnym blaskiem i od tej pory nikt nie wyobrażał sobie
środka drugiej linii bez Maestro.
W 1984 roku Celtic z McStay'em w składzie stoczył heroiczny bój w
finale Pucharu Szkocji, który niestety zakończył się niepowodzeniem.
McStay zrobił, co mógł - harował za dwóch, gdyż Celtic musiał grać w
10 i na dodatek strzelił gola. Niestety to nie wystarczyło by pokonać
dobrze dysponowanych piłkarzy Aberdeen, którzy zwćiężyli 2:1
strzelając gola w dogrywce (McGhee 98'). Celtic bardzo szybko nadrobił
wszystkie zaległości i już w następnym sezonie sięgnął, ku wielkiej
uciesze Paula, po upragnione trofeum pokonując w decydującym starciu
Dundee United 2:1. Rok później wydarzeniem, które szczególnie zapadło
w pamięć kibiców było miażdżące a zarazem przypieczętowujące
mistrzowski tytuł zwycięstwo Celtiku nad St.Mirren aż 5:0. Paul był
tego dnia w niesamowitej formie, ale jego znakomity występ poszedłby
na marne gdyby nie Albert Kidd i jego dwa trawienia, które pozwoliły
ekipie Dundee odebrać decydujące punkty zespołowi Hearts, liderowi
tabeli przed ostatnią kolejką rozgrywek szkockiej ligi 1984/85.
Najlepszym sezonem w wykonaniu Paula McStaya był ten rozgrywany na
przełomie 1987 i 1988 roku. Wówczas Celtic, prowadzony przez Billy'ego
McNeilla, sięgnął po krajowy dublet (liga + krajowy puchar) a Paul
został wybrany graczem roku zarówno przez dziennikarzy jak i jego
kolegów piłkarzy. Po tych miłych chwilach nastały czasy iście
koszmarne. McStayowi i jego kolegom z drużyny przez 9 lat udało się
sięgnąć zaledwie po dwa trofea(puchar Szkocji w 1989 i 1995 roku).
Cierpiał Paul, cierpieli kibice The Hoops, a Rangersi przez dziesięć
sezonów z rzędu okazywali się najlepszą drużyną w Szkocji. I właśnie
na tym polegał pech McStaya, któremu wyjątkowo ciążyła w tamtym
okresie kapitańska opaska… Paul zdecydowanie więcej osiągnąłby gdyby
urodził się kilka lat wcześniej. Grałby wówczas w drużynie Jocka
Steina i świat byłby u jego stóp. A tak targany bezsilnością starał
się przerwać dominację The Gers, ale niestety dla Paula, piłka nożna
to sport zespołowy.
Puchar Szkocji zdobyty w 1995 roku był jego ostatnim sukcesem. Teraz,
gdy od momentu zawieszenia butów na kołku mija dokładnie dziesięć lat,
Paul woli wspominać właśnie te rozgrywki Pucharu Szkocji, czy któryś z
trzech mistrzowskich sezonów, a nie wracać pamięcią do tej czarnej
dekady ligowych upokorzeń naznaczonej trenerską karuzelą (Celtic
prowadziło aż 4 trenerów: McNeill, Brady, Macari i Burns, a dopiero
piątemu Jansenowi udało się zastopować Rangersów).
Paul McStay zagrał ogółem 678 spotkać w barwach Celtiku Glasgow
zdobywając w nich 72 gole. W lidze wystąpił w 514 meczach strzelając
57 bramek. W latach 1990-1997 był kapitanem Celtiku, a przejął tą
funkcję od Roya Aitkena. W reprezentacji Szkocji zaliczył 76
oficjalnych spotkań międzypaństwowych kończąc karierę z przyzwoitym
dorobkiem 9 goli. Należy do Szkockiej Piłkarskiej Galerii Sław, która
zrzesza piłkarzy, o co najmniej 50 występach w kadrze. W 1982 roku
jako kapitan poprowadził reprezentację Szkocji do zwycięstwa w
Mistrzostwach Europy U-18, co do tej pory jest jedynym końcowym
sukcesem Szkotów w jakimkolwiek turnieju organizowanym przez FIFA bądź
UEFA. Maestro został w 2002 roku wybrany przez kibiców The Bhoys do
jedenastki wszechczasów Celtiku Glasgow.