W Celtiku Glasgow grali piłkarze wielcy, grali piłkarze wyśmienici, grali piłkarze legendarni i grał On. Nieodżałowany król Celtic Park – Jimmy 'Jinky' Johnstone, według fanów The Hoops najlepszy piłkarz, jaki kiedykolwiek przywdziewał zielono-białą koszulkę.

Jimmy Johnstone przyszedł na świat 30. września 1944 r. w Bothwell. Mały Jimmy żył wraz z rodzicami Sarą i Mathew Johnstone w mieszkanku na piętrze kamienicy przy 647 Old Edinburgh Road. W sielskich latach dzieciństwa Jinky często biegał po pobliskim lesie, a jeszcze częściej wraz z kolegami uganiał się za futbolówką. Piłka nożna, w młodości traktowana jak zabawa, wkrótce stała się najważniejszą rzeczą w jego życiu, której oddał się bez reszty.

„To była część każdego z nas. Futbol… graliśmy w to zanim dowiedzieliśmy się jak to się nazywa. Czasy był ciężkie, a piłka nożna, jak sadzę, pomagała nam o tym zapomnieć, powodowała, że śmialiśmy się do rozpuku, podnosiła nas na duchu" – Jimmy Johnstone tymi słowami powracał do lat dzieciństwa.

Dzieciaki grały do momentu kompletnej dekompletacji stroju. Koszulki się brudziły i rwały, spodenki pękały, buty nie wytrzymywały tarcia o podłoże i o podeszwie szybko można było zapomnieć. Tak wyglądały początki futbolu w wykonaniu Jimmy'ego i jego kolegów, którzy niechętnie przerywali grę nawet, gdy ktoś zwijał się z bólu po uderzeniu piłką w głowę, czy też kopnięciu w kamień. Bez względu na pogodę Jinky spędzał na ulicznych boiskach całe dnie.

„Ówczesny futbol różnił się od tego dzisiejszego. Kiedyś brało się piłkę w ręce, wokół ciebie momentalnie pojawiali się chętni do gry, formowały się drużyny i kopało się aż do zmroku. Teraz to wszystko ma inny wymiar" – mawiał nieodżałowany Jimmy Johnstone.

Jeżeli nie zebrała się odpowiednia liczba osób do rozegrania meczu, wtedy chłopcy grali w „głowki". Piłką lub przedmiotem „piłkopodobnym" uderzało się z główki w przestrzeń ograniczoną dwoma przedmiotami. Najczęściej taką zabawę urządzało się w pobliżu jakiegoś ogrodu.

„Ważne było, aby mieć na oku właściciela ogrodu, bo kiedy piłka wpadała w jego ręce można było jej tylko pomachać na do widzenia" – wspominał Jinky.

Najczęściej odbywały się dwie sesje gry w piłkę, obie przedzielone szkołą. Jimmy miał to szczęście, że uczyli go trzej wspaniali nauczyciele: John Crines, pan Milligan oraz pan Trawers, którzy uwielbiali futbol i zachęcali dzieciaków do gry. Szkoła St. Columba miała znakomitą drużynę i Jinky w wieku dziewięciu, może dziesięciu lat mógł pochwalić się, że „zdobył wszystko, co tylko było do zdobycia".

Puchar Ligi, Puchar Hrabstwa oraz trofeum ufundowane przez Johna Lee padły łupem reprezentacji szkoły Jinky'ego.

Pod okiem Johna Crinesa Jimmy trenował kilka razy w tygodniu i rozgrywał przynajmniej jeden mecz w pełnym wymiarze czasowym. Crines był fanem dyscyplinowania uczniów, a wszyscy jego podopieczni musieli mieć dokładnie wypolerowane, błyszczące buty. Takie, w jakich sam John zawsze chodził.

Kolejna szkoła, do której uczęszczał Jimmy nie miała już tak wspaniałej drużyny, ale nauczyciel wychowania fizycznego był przyjacielem Sammy'ego Wilsona – ówczesnej gwiazdy The Bhoys. Oglądając zdolnego młodziana w akcji, patrząc jak ogrywa dwukrotnie starszych kolegów nauczyciel postanowił, że taki talent nie może zostać zmarnowany i polecił go trenerom Celtiku Glasgow.

„Nigdy nie miałem jakichkolwiek aspiracji związanych z futbolem. Cale to zamieszanie z Celtikiem było zupełnie nieplanowanym. Coś w stylu naturalnej ewolucji" – przyznał Jinky.

W wieku 13 lat Jimmy został chłopcem do podawania piłek na meczach dorosłej drużyny The Bhoys i jednocześnie brylował w zespole młodzieżowym. Dziennikarze Daily Express poświęcili utalentowanemu młodzieńcowi osobny artykuł, zachwycając się jego pokaźną kolekcją medali. Zaczęła się obróbka prawdziwego, piłkarskiego diamentu. Problem był tylko jeden – Jimmy chciał grać.

„Cudownie było być w Celtiku, przebywać między tymi wszystkimi gwiazdami, twoimi bohaterami, ale my wszyscy chcieliśmy rozgrywać co sobotę mecze. Taką możliwość dawała nam Boys Guild (liga młodzieżowa - przyp. red.), więc odszedłem" – wspominał Jimmy.

Jinky grał we wszystkich możliwych kategoriach, na boiskach różnych rodzajów. Pierwszym ciekawszym przeciwnikiem, z którym przyszło mu się zmierzyć był Manchester United.

„To było dopiero wyzwanie, wstawać wcześnie na autobus potem długo jechać, rozgrywać mecz z atrakcyjnym rywalem i nocować u rodziców swoich przeciwników. Gdy oni przyjeżdżali do nas, zostawali na noc w naszych domach. To było wspaniale. Wszyscy cudownie się bawiliśmy" – opowiadał Jinky.

Na jednym z takich meczów Johnstona wypatrzył pan Wishbone, kiedyś piłkarz, dzisiaj zawodowy skaut. Szybko porozmawiał z Jimmym i przed zakończeniem spotkania zadecydował, iż Jinky powinien pomyśleć o przyszłości w Manchesterze.

Wieści w środowisku rozeszły się bardzo szybko, gdyż zaledwie kilka dni po powrocie Jimmy'ego z futbolowej wycieczki do Manchesteru do drzwi domu państwa Johnstone'ów zapukał pan Johnny Higgins, szperacz pracujący dla Celtiku, który przedstawił rodzicom kontrakt wiążący Jinky'ego z The Hoops.

„Tata bardzo się ucieszył, ale na mnie to aż tak nie podziałało. Byłem w wirze rozgrywania meczów, bardzo mi się to wszystko podobało, a gdy przyszedł Johnny pomyślałem „o, fajnie" i poszedłem robić swoje" – z charakterystycznym sobie spokojem wracał pamięcią do tamtej chwili Johnstone.

„Może to właśnie trzymało mnie na ziemi. To, co osiągnęliśmy wraz z kolegami w Celtiku było naprawdę cudowne, ale wtedy byliśmy zwyczajną grupką grajków. Nigdy nie rozmawialiśmy o meczach, po prostu wychodziliśmy na boisku, wygrywaliśmy, byliśmy pewni, że każdego potrafimy pokonać i to robiliśmy. Proszę ciągle pamiętać, że czasy były wtedy bardzo ciężkie, a futbol był największą częścią naszego życia. Tak jak chłopacy z Brazylii czy Hiszpanii piłkarskie wychowanie przyjęliśmy na ulicach. To jest właśnie miejsce skąd wywodzą się najlepsi piłkarze – ulice."

Gdy Jock Stein powrócił do Celtiku był zatrwożony, w jak bardzo złej kondycji psychicznej są piłkarze, z którymi pracował wcześniej w drużynie rezerw. Ten były trener Hibernianu szybko zabrał się do pracy. Najpierw rozweselił atmosferę, potem zmienił taktykę. Bobby'ego Murdocha przesunął do środka pomocy, aby w pełni wykorzystać jego znakomite umiejętności dokładnego podawania piłki. To Bobby miał za zadanie rozprowadzać wszystkie akcje Celtiku. Brogana, który wcześniej grał w środku pola, Stein przesunął na lewe skrzydło, a lukę po Murdochu na prawej flance zajął, nie kto inny jak Jimmy Johnstone. Od tamtej pory drużyna zmieniła się nie do poznania.

„Cóż za niesamowity wpływ miał na mnie Jock Stein" – powiedział później Jinky. „Pierwszy raz zobaczyłem go w przerwie meczu rezerw z Hibernianem. Wtedy nikt nie wiedział, że Jock został naszym trenerem. Gdy ten wszedł do naszej szatni niestety musiałem wyjść do toalety."

Wygrana 6-0 z Go Ahead Engels dodała wiatru w żagle Celtom i przekonała wszystkich do słuszności sposobu pracy nowego trenera. Wszyscy świetni piłkarze, na czele z Jinkym zaczęli spłacać kredyt zaufania, którym obdarzył ich na początku Jock Stein. Wygrana w finale Pucharu Ligi kilka miesięcy później z odwiecznym rywalem – Glasgow Rangers, w obecności 107600 widzów podkreśliła wielki kunszt trenerski Steina i niesamowite piłkarskie umiejętności skrzydłowego – Jimmy'ego Johnstone'a.

Jednak stosunki na linii Stein – Jinky nie zawsze układały się tak dobrze. Wynikało to z upartości Johnstona. Gdy Celtic wybrał się na tournee po Ameryce latem 1966 roku Stein dysponował tylko dwunastoma piłkarzami. Początkowo dał zgodę Jinky'emu na wcześniejszy powrót do Szkocji, gdzie miał wziąć ślub ze swoją ukochaną Agnes, jednak na dzień przed odlotem Jock poprosił swojego fantastycznego i niezawodnego skrzydłowego o pozostanie z zespołem i przełożenie ceremonii zaślubin. Prośba została grzecznie odrzucona.

Upór Jinky'ego nie był jedynym źródłem frustracji Steina. Drugim i zarazem poważniejszym, był strach przed lataniem. Z tego powodu Celtic musiał sobie poradzić bez swojego najlepszego piłkarza w wyjazdowym spotkaniu Pucharu Europu z Crveną Zvezdą Belgrad. Co jednak nie było trudne, gdyż Stein zapowiedział, iż zezwoli Johnstonowi pozostać w Glasgow jak tylko zapewni awans do następnej rundy już w pierwszym meczu na Celtic Park. Jinky strzelił dwie bramki, trzecią dograł, a koledzy dorzucili jeszcze dwie. Efekt – zadowolony Jimmy siedział sobie spokojnie w kapciach, gdy jego koledzy dopełniali formalności w Belgradzie.

Ambiwalentnie wypadł debiut Jinky'ego w europejskich pucharach. Celtic mierzył się z FC Zurych a defensywa Szwajcarów była nastawiony tylko i wyłącznie na kopanie i utrudnianie życia dynamicznemu, zwinnemu i nieuchwytnemu skrzydłowemu Celtów. Jimmy został graczem meczu, Celtic wygrał 2:0, ale następne trzy miesiące najlepszy piłkarz The Hoops spędził lecząc liczne drobne kontuzje.

Legendą obrosły jego fantastyczne dryblingi, perfekcyjne przygotowanie motoryczne oraz strzelecki instynkt. Przez 12 lat grał na najwyższym poziomie nie pauzując przez dłuższy czas z powodu poważnej kontuzji. Przez całą swoją karierę, która rozpoczęła się 27 marca 1963 roku meczem z Kilmarnock, nieustannie zachwycał kibiców swoimi technicznymi popisami. Umiał pięknie balansować unikając wślizgów rywali, nie sprawiało mu żadnej trudności ogranie dwóch, trzech przeciwników, przedarcie się prawą flanką i wypracowanie dogodnej sytuacji strzeleckiej koledze, bądź też posłanie piłki do siatki obok bezradnie interweniującego bramkarza przeciwników. Był członkiem legendarnych „Lwów z Lizbony" i to w głównej mierze jemu kibice Celtów powinni podziękować za ten wspaniały okres w historii klubu. Był bez wątpienia najbardziej zaufanym człowiekiem legendarnego trenera Celtiku – Jocka Steina, który stał się wielki, także dzięki fantastycznej grze najlepszego piłkarza w historii klubu z Kerrydale Street zdaniem większości ekspertów i wszystkich kibiców – Jimmy'ego Johnstone'a.

Po zapierającym dech w piersiach występie w Pucharze Europy przeciwko Nantes francuscy dziennikarze nazwali do „Latająca Mucha".

Wspominając fantastyczny występ Jinky'ego przeciwko Leeds w półfinale Pucharu Europy w 1970 r. jego kolega z drużyny Tommy Gemmel powiedział –„Mały Jinky grał na Elan Road tak, jakby był nie z tego świata. Terry Cooper, lewy obrońca Leeds musi mieć koszmary na sam dźwięk nazwiska „Jimmy Johnstone", ponieważ był przez Jimmy'ego ogrywany niemiłosiernie i wkręcany za każdym razem głęboko w ziemię. Norman Hunter krzyczał do Coopera „Kopnij go!", a ten odpowiedział mu „Sam tu przyjdź i go kopnij" i gdy obaj polowali na kości Jinky'ego ten ośmieszył cała dwójkę z łatwością unikając kolejnych wślizgów."

Jak mawiał wieloletni kolega Jimmy'ego i kapitan Celtiku Billy McNeill „Jimmy Johnstone mógł sterroryzować każdą defensywę."

Potęga jego zwodów ogłupiała obrońców, którzy po starciu z nim wyglądali jak bezradne dzieci biegające we mgle. Łatwość, z jaką nieodżałowany Johnstone swoimi szybkimi i efektownymi rajdami tą mgłę rozwiewał przyprawiała o zachwyt każdego kibica, nawet tego z Ibrox Park.

Jimmy Johnstone, najlepszy piłkarz w historii Celtiku, niedościgniony geniusz dryblingu, zagrał 515 meczów w drużynie The Hoops i strzelił 129 goli. Zdobył wraz z The Bhoys dziewięć razy mistrzostwo Szkocji, czterokrotnie Puchar Szkocji, pięć razy Puchar Ligi oraz pamiętny Puchar Europy w 1967 r. W reprezentacji Szkocji wystąpił 23 razy.

Jimmy „Jinky" Johnstone zmarł 13 marca 2006 r. Na pogrzebie, który odbył się w dniu św. Patryka zjawiło się tysiące fanów reprezentujących różne kluby, włączając sympatyków Rangersów. Kunszt Jimmy'ego został uznany ponad podziałami, co jest najlepszym dowodem popierającym słuszność wyboru Johnstona Najlepszym Piłkarzem Celtiku Wszechczasów.
PARTNERZY