Rok założenia: 1888
Pełna nazwa: Celtic Football Club
Barwy: Biało-zielone
Przydomek: The Bhoys, The Hoops
Stadion: Celtic Park, również zwany jako "Paradise" (raj) lub Parkhead
Adres: 95 Kerrydale Street GB, Glasgow G40 3RE
Prezes: Brian Quinn
Główny udziałowiec: Dermot Desmond
Trener: Gordon Strachan
Kapitan: Neil Lennon

Od zarania dziejów ludzie zmagali się z wieloma ponadczasowymi problemami, których przykładem jest bieda. I to właśnie w ubóstwie można doszukiwać się źródła istnienia Celtic Football Club. Brzmi niewiarygodnie, prawda? Niedługo wszystko stanie się jasne. Zapraszam do lektury historii powstania i funkcjonowania 40-krotnego mistrza Szkocji w piłce nożnej - klubu piłkarskiego Celtic.

Ta historia ma swój początek w małej kaplicy im. Świętej Marii przy East Rose Street we wschodniej części Glasgow. Obecnie ten kościółek znajduje się na Forbes Street. Ludziom z okolicy nie wiodło się najlepiej, na ulicach roiło się od śmieci, które wiatr, swoimi silnymi podmuchami, roznosił pod drzwi obskurnych domów. W parafii im. Św. Marii pracował pewien uczynny ksiądz.. Brat Walfrid, bo o nim mowa, przewodził grupie ludzi, którym los innych nie był obojętny. W jej skład wchodzili zarówno Szkoci jak i rodowici Irlandczycy. 6 października 1887 r. postanowili wziąć sprawy we własne ręce i założyć katolicki klub piłkarski. Podstawowymi zadaniami tegoż klubu była naprawa fatalnej sytuacji materialnej rodzin zamieszkałych na wschodnim krańcu Glasgow, w dzielnicy East End. Fundusze na tą działalność miały być zbierane na meczach wśród kibiców. Ta, warta pochwały i szczytna inicjatywa ludzi o wielkim sercu, dała początek, jak się później okazało, niezwykle utytułowanemu klubowi z Glasgow - Celtikowi.

Nowo powstała drużyna bardzo szybko się rozwijała, głównie dzięki dużemu napływowi irlandzkich imigrantów do zachodniej Szkocji. Większa część z nich sympatyzowała i pomagała wówczas Celtikowi. To oni byli swego rodzaju fundamentem pod tą wspaniałą konstrukcję. Okazało się, że swoją popularnością Celtic szybko dorównał klubowi bardziej dojrzałemu w tamtych czasach - Rangersom.

Glasgow Rangers - klub mający wielu zagorzałych sympatyków w zachodniej Szkocji - szybko odgrodził się wielkim murem od lokalnego przeciwnika. Nastąpiło to już podczas pierwszego oficjalnego spotkania obu drużyn, datowanego na 28 maja 1888 r. rozegranego na Celtic Park. Był to mecz "towarzyski", gdyż wówczas nie istniały jeszcze rozgrywki ligowe (pierwszy ligowy sezon w Szkocji zainaugurowano w 1890 roku). Pierwsza konfrontacja obydwu ekip z Glasgow ściągnęła na stadion ogromną publiczność. Kibice mogli dowiedzieć się o planowanym meczu z licznych plakatów porozwieszanych w lokalach kuchennych w Glasgowskich slumsach. Pierwsze, historyczne derby zakończyły się zwycięstwem gospodarzy aż 5:2.

Celtic w dużym tempie zyskiwał coraz większą popularność. Nowe "osady" kibiców zielono-białych wyrastały jak grzyby po deszczu na terenie zachodniej Szkocji. Szkoci oszaleli na punkcie futbolu. Całe Glasgow zostało podzielone na sympatyków Celtiku i Rangersów, którzy w wyraźny sposób identyfikowali się ze swoimi ukochanymi drużynami. Celtic stał się pasją i sensem życia wielu ludzi.

Na pierwszy, znaczący sukces kibice zielono-białych nie musieli długo czekać. Już w drugim roku swojego istnienia Celtowie zdobyli trofeum o nazwie North-Eastern Cup, miażdżąc w finale zespół Cowlairs. Jednak już kilka miesięcy wcześniej The Bhoys mogli zapewnić sobie pierwszy puchar do klubowej gablotki. Niestety, po awansie do finału Pucharu Szkocji, Celtic nie sprostał bardziej doświadczonej ekipie Third Lanark.

Zespół rósł w siłę. W szeregi zielono-białych wstępowali nowi, młodzi i bardzo utalentowani piłkarze, którzy potrzebowali jednak czasu na zgranie się. Nie minęły 3 lata a fani Celtów zapomnieli o przegranej z Third Lanark, gdyż łupem ich pupili padł, pierwszy raz w historii, puchar Szkocji. W finale na Ibrox Park duma wschodniej części Glasgow pokonała Queens Park 5:2. Po tym sukcesie klub zmienił swoją siedzibę i przeniósł się na Kerrydale Street.

Szał na punkcie Celtiku przedostawał się przez całą Szkocję, jak ona długa i szeroka, powodując, że klub zyskał kolejne zastępy fanów w różnych częściach kraju. Naturalnym następstwem prężnego rozwoju Celtiku były transfery najlepszych szkockich piłkarzy młodego pokolenia. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Piłkarze grający w biało-zielonych strojach po raz pierwszy wznieśli puchar za mistrzostwo kraju w 1893 r.

Futbolowe szaleństwo, które ogarnęło całą Szkocję napędzało sporą, piłkarską koniunkturę. Zyski z prowadzenia klubu były coraz większe, coraz więcej ludzi przychodziło na mecze, kupowało bilety. W 1897 r. komitet wykonawczy Celtic FC postanowił przekształcić klub w ówczesny odpowiednik dzisiejszej sportowej spółki akcyjnej. Na czele nowej firmy stanął legendarny menager Willie Maley.

Po mimo usilnych starań ze strony innych klubów, a w szczególności Rangersów, nic nie zatrzymywało rozwoju Celtiku. Zielono-biała fala zalała całą Szkocję, a kolejne Celtyckie oazy pojawiały się tak szybko jakby rozmnażały się przez pączkowanie. Celtic można by porównać do rośliny, która miała porządny korzeń i długą stabilną łodygę (administracja), mnóstwo liści (fani) i zniewalająco piękne kwiatki (kolejne sukcesy). Po sześciu latach nieprzerwanej dominacji na krajowej scenie (mistrzostwa Szkocji w latach 1905-10), klub zyskał popularność wśród ludzi wszystkich wyznań. Chciałoby się rzec: Celtic ponad podziałami!

Jednak w miarę kolejnych sukcesów The Bhoys rosło napięcie między kibicami obydwu zwaśnionych drużyn a jednocześnie ludźmi różnych wyznań, bo ciągle ogromną większość sympatyków Rangersów stanowili protestanci a The Bhoys kibicowali głównie katolicy. Boiskowa walka piłkarzy dwóch klubów z Glasgow nasiliła międzywyznaniowe animozje.

Kibice Celtiku byli świadkami bezprecedensowego sukcesu swoich pupili w 1907 r. Wówczas zielono-biali okazali się pierwszym klubem w historii piłki nożnej, który zdobył mistrzostwo kraju i wygrał krajowy puchar. Podobno łatwiej jest sukces osiągnąć niż go później powtórzyć. Tymczasem graczom z Celtic Park nie stanowiło to jednak żadnego kłopotu. W 1908 r. potwierdzili swoją klasę zdobywając ponownie, drugi raz z rzędu "podwójną koronę". Śmiało można stwierdzić, że tym samym koronowali się na królów Szkocji.

Ponownie fani Celtiku mogli chodzić z podniesionymi głowami w 1914 r. I to nie była małą przechadzka do warzywniaka. Mogli sobie urządzić iście morderczy maraton, gdyż ich ukochani piłkarze 4 razy z rzędu okazywali się najlepsi w Szkocji, wygrywając rozgrywki ligowe w latach 1914-17. Niestety, po tym paśmie wspaniałych osiągnięć nastąpił poważny kryzys i 20 lat posuchy. W ciągu dwóch dekad klubowa gablotka nie powiększyła się o choćby jedno trofeum.

Po 20 wiosnach przyszedł czas na historyczne spotkanie w finale pucharu Szkocji pomiędzy Aberdeen i Celtikiem. Ta finałowa konfrontacja, wygrana przez zielono-białych, trafiła na zawsze do annałów futbolu, ze względu na porażająco wielką liczbę widzów, która zasiadła tego wieczoru na trybunach Hampden Park. 146 433 ludzi - takiej publiki nie przyciągnął na stadion żaden inny mecz aż do dziś dzień!

Dwa lata później znów było głośno o piłkarzach z Celtic Park. A to za sprawą skromnego (1-0) zwycięstwa nad Evertonem w finale Pucharu Imperium (w oryginale Empire Exhibition Trophy). 12 miesięcy po tym sukcesie z klubem pożegnał się dotychczasowy szkoleniowiec Jimmy McStay, a zastąpił go były znakomity piłkarz i kapitan Celtiku Jimmy McGrory.

Działacze, piłkarze i kibice Celtów na własnej skórze mogli się przekonać, że 13 to nieszczęśliwa liczba. Dokładnie 13 lat trwał bowiem okres, w którym zielono-biali nie wznieśli ani razu rąk w geście ostatecznego triumfu. Tą, swego rodzaju abstynęcje przerwał, wygrany 2:0 mecz z Hibernian w finale Coronation Cup, datowany na 1953 rok. Ostatni mecz Coronation Cup, imprezy na którą zostały zaproszone najlepsze drużyny ze Szkocji i Angli, śledziło z trybun aż 117 tys. widzów.

Celtic przez kolejne lata twardo trzymał się w czołówce ligowej stawki, ale na znaczący sukces kibice musieli czekać 36 miesięcy. Oto w 1956 r. Celtic zrobił kolejny, milowy krok w swoim rozwoju. Tego roku piłkarze w zielono-białych strojach zwojowali pierwszy raz w historii puchar Ligi Szkockiej, istniejący już od 10 lat, pokonując w finale Patrick Thistle 3:0. W następnym roku miało miejsce wydarzenie, później utrwalone w niezliczonej liczbie pieśni i wierzy, co dało mu nieśmiertelność. Tą inspiracją dla kibiców Celtiku była najwyższa w historii wygrana z lokalnym rywalem - Rangersami, aż 7-1! (finał Pucharu Ligi)

Wczesne lata sześćdziesiąte były okresem, w którym Celtic z tremą debiutanta pukał do drzwi z napisem "Europejskie puchary". W 1964 roku, w swoim drugim sezonie na europejskich salonach zielono-biali dotarli aż do półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów, ustępując w walce o finał rumuńskiemu MTK Bukareszt (3-4). Rok później doszło do spektakularnej zmiany na fotelu menadżera zespołu z Celtic Park. Zarząd podjął decyzję o zwolnieniu Jimmiego McGrorego. Na jego miejsce do klubu zawitał ulubieniec publiczności Jock Stein. Wspaniały debiut nowemu szkoleniowcowi sprezentował Billy McNeill, który strzałem głową w końcówce spotkania z Dunfermline w ramach finału Pucharu Szkocji, wyprowadził Celtów na prowadzenie 3-2. Tej skromnej, jednobramkowej przewagi nie wypuścili już z rąk do końca spotkania.

Kolejny sezon ekipy Steina także należał do udanych, ale okazał się tylko przedsmakiem do prawdziwej lawiny sukcesów, która czekała na Celtic w 1967 r. Za nim o tej lawinie, kilka słów o osiągnięciach The Bhoys w 1966 r. Wówczas, po 12 latach przerwy drużyna z Celtic Park zdobyła mistrzostwo Szkocji i w Pucharze Zdobywców Pucharów doszła ponownie do półfinału. Tym razem zaporą nie do przejścia okazał się Liverpool.

Zdecydowanie najlepsze 12 miesięcy katolicki klub z Glasgow przeżywał na przełomie 1966 i 1967 roku. Był to sezon doskonały, w którym Celtic nie miał sobie równych wśród najlepszych zespołów Szkocji jak i absolutnej czołówki drużyn z Europy. Mistrzostwo Szkocji, Puchar Szkocji i Puchar Ligi oraz zwycięstwo w meczu finałowym Pucharu Mistrzów, w którym Celtic zmierzył się z mediolańskim Interem. Robi wrażenie, prawda? Na stadionie w Lizbonie padł sensacyjny wynik 2:1 dla Szkotów i jeden jedyny raz w historii można było zobaczyć piłkarzy szkockiego klubu wznoszących najcenniejsze europejskie trofeum.

W takim samym stosunku bramkowym, tyle, że na niekorzyść Celtów zakończył się drugi finał Pucharu Mistrzów, w którym zagrali w 1970 r. Lepszy od Celtów okazał się Feyenoord z Wimem Jansenem w składzie. Los miał w przyszłości skojarzyć ponownie Jansena z klubem z Celtic Park. Pod wodzą Steina Celtic 9 razy z rzędu (!) okazywał się najlepszą drużyną na krajowym podwórku (w latach 1966-74), co jest rekordem klubu.

W 1978 roku doszło do zmiany menadżera w zespole The Bhoys. Po raz kolejny tym, który obejmował to stanowisko okazał się były, wspaniały piłkarz Celtiku. Tym razem był nim Billy McNeill (a wcześniej Stein i McGrory). Już w pierwszym sezonie udało się mu sięgnąć po mistrzostwo kraju, pokonując w decydującym o tytule i jakże dramatycznym spotkaniu z odwiecznym rywalem - Glasgow Rangers, aż 4:2.

Kolejny tytuł zdobyty w dramatycznych okolicznościach był także zasługą McNeilla. O tym, kto będzie piastował tron piłkarskiego króla Szkocji, rozstrzygnął dopiero korzystniejszy bilans bramkowy Celtów niż zespołu Hearts. Na kolejke przed zakończeniem rozgrywek Serca wyprzedzały zielono-białych o 3 punkty, jednak przegrały z Dundee a Celtic wykorzystał ich potknięcie miażdżąc St.Mirren aż 5:0 i rzutem na taśmę zdobył mistrzostwo w 1986 r.

Natomiast w 1988 r. klub z Celtic Park sięgnął po "podwójną koronę", którą ostatni raz udało się zdobyć 11 lat temu. Stan na 1988 rok - 35 tytułów mistrza Szkocji i 28 zwycięstw w Pucharze Szkocji. 3 lata później działacze Celtów zrezygnowali z usług Billego McNeilla i po raz pierwszy zastąpili starego trenera człowiekiem, który nigdy nie grał w Celtiku. Złamali tą tradycję zatrudniając Irlandczyka Liama Brady'ego. Z tego posunięcia płynie jedna nauka, a mianowicie, że nie warto zrywać z tradycjami. Z Bradym jako menadżerem Celtic nie grał dobrze, co szybko skończyło się zwolnieniem Irlandczyka. Na jego miejsce władze The Hoops zatrudniły już byłego piłkarza Celtów Lou Macari'ego.

W 1994 r. kibice The Bhoys byli świadkami kryzysu finansowego swojej ulubionej drużyny. Od bankructwa zespół z Celtic Park uratował kibic-biznesmen, Fergus McCann, który przejął stery w klubie. Wymienił zarząd, zaplanował 5-letni plan naprawy finansowej, uwieńczony emisją 10 tys. akcji o łącznej wartości 14 mln funtów. Żaden klub z Wysp Brytyjskich nie zarobił tyle na sprzedaży akcji. Częścią planu była renowacja Celtic Park. Do czasu ukończenia prac budowlanych na swoim stadionie, Celtic rozgrywał mecze na Hampden Park. W 1995 r. do użytku zostało ddany bardzo nowoczesny Parkhead, który mógł pomieścić 60 800 ludzi. Także w tym roku The Bhoys zdobyli pierwsze od 1989 r. trofeum - Puchar Szkocji, po zwycięstwie 1-0 nad Airdrie.

Nadszedł rok 1997, a wraz z nim kolejne zmiany na ławce trenerskiej. Tym razem z klubem pożegnał się Tommy Burns, a w jego miejsce zatrudniony został były piłkarz Feyenoordu, grający w pamiętnym finale Pucharu Europy w 1970 r., Wim Jansen. Nowy coach wprowadził dobrego ducha do drużyny, co zaprocentowało już parę miesięcy później wygraną w finale Pucharu Ligi z Dundee United na Ibrox Park. To za kadencji Jansena na Celtic Park sprowadzony został za 650 tys. funtów Henrik Larsson.

W następnym roku Celtikowi, ciągle pod wodzą Wima Jansena, udało się przerwać supremacje Rangersów na krajowym podwórku (The Gers zgarnęli 10 ostatnich tytułów mistrza Szkocji!) i wygrać rozgrywki ligowe po 10 letniej przerwie.

Na krótko po tym sukcesie doszło do zmiany na stanowisku trenera i dyrektora wykonawczego klubu z Parkhead. Jansena zastąpił słowacki szkoleniowiec o uznanym nazwisku, Józef Venglos. Po wykonaniu swojego pięcioletniego planu Fergus McCann zrezygnował z posady, którą od tej pory piastował Allan McDonald.

Słowak nie zagrzał długo miejsca na trenerskiej ławce Celtiku i niespodziewanie został zmieniony przez Johna Barnesa. O tym, że późne lata dziewięćdziesiąte były pełne zawirowań w The Hoops świadczy kolejna roszada, tym razem na stanowisku dyrektora sportowego, gdzie znalazł się Kenny Dalglish.

Praca duetu Barnes/Dalglish niestety nie była pasmem sukcesów, jak życzyliby sobie kibice The Bhoys. Po porażce w finale Pucharu Szkocji aż 1-3 z Inverness Caledonian Thistle zarząd klubu podjął decyzję o zrezygnowaniu z usług Barnes a drużynę do końca sezonu miał poprowadzić Kenny Dalglish. Zrobił to z marnym skutkiem, gdyż na zakończenie rozgrywek SPL Celtic stracił do, pierwszych w tabeli, Rangersów aż 21 punktów. Celtic będąc o oczko za The Gers pozbył się Dalglisha a w jego miejsce przyszedł Irlandczyk Martin O'Neill. Wraz z pojawieniem się na Celtic Park tego charyzmatycznego szkoleniowca, który wcześniej pracował w Wycombe, Norwich i Leicester, nastały lepsze czasy dla fanów The Hoops. Na początku swoich pięciu lat pracy na Parkhead (2000 - 2005) O'Neill szybko zaskarbił sobie przychylność kibiców zwyciężając 6-2 z Rangersami 27 sierpnia 2000 r. Za czasów O'Neilla Celtic sięgnął 3 razy po mistrzostwo kraju ( sezony 2000/01, 2001/02 i 2003/04), także 3 razy udało się Celtom zwyciężyć w finale Pucharu Szkocji (2001, 2004, 2005) i raz, w 2001 roku, wywalczyć puchar Ligi. Najlepszy sezon na europejskiej arenie Celtic odnotował na przełomie 2002 i 2003 roku, kiedy dotarł do finału Pucharu UEFA, gdzie przegrał z Porto wielkiego Jose Mourinho. Pod skrzydłami O'Neilla niezwykle rozwinął się Henrik Larsson, który zdobył 53 gole w 2001 roku tym samym zapewniając sobie "Złotego buta" dla najlepszego strzelca Europy. Bilans irlandzkiego szkoleniowca w Celtiku to 282 mecze rozegrane, w tym 213 wygranych, 40 przegranych i 26 remisów.

W 2005 r. Irlandczyk zrezygnował z pracy na Parkhead z powodu ciężkiej choroby żony. 1 maja 2005 r. w jego miejsce zatrudniono Gordona Strachana. Era rudowłosego trenera trwa do dziś dzień i miejmy nadzieje, że będzie obfitowała w liczne sukcesy. Jak na razie GS może pochwalić się zdobyciem mistrzostwa Szkocji w sezonie 2005/06 i wyśrubowaniem rekordu rozmiarów wygranej (8-1 z Dunfermline, 4 gole Żurawskiego).

Autor tekstu: Maciej Trusiak
PARTNERZY