Kiedy w roku 1937 na stadionie Hampden Park spotkały się drużyny Celticu i Aberdeen nikt nie miał wątpliwości, iż 59. finał Pucharu Szkocji będzie bardzo interesującym widowiskiem. Z jednej strony 14-krotni zdobywcy tego trofeum i aktualni mistrzowie kraju – The Bhoys, a z drugiej nieprzewidywalna i grająca niezwykle widowiskowo drużyna Aberdeen. Potyczkę tych ekip oglądnęło aż 147 365 widzów, co jest swoistym rekordem w skali światowej.

Praktycznie od początku spotkania zawodnicy Celticu pokazali się z jak najlepszej strony – grali twardo, przemyślanie, a co najważniejsze skutecznie. Duży wpływ na to miała taktyka przyjęta przez Willie Maleya. Szkoleniowiec Celticu wiedząc o uniwersalności swoich podopiecznych poustawiał ich tak, by w czasie trwania meczu była zapewniona asekuracja, jednocześnie nie utrudniając prowadzenia gry.

Z całą pewnością pierwszoplanową postacią w ekipie The Bhoys był Chic Geatons, który rozegrał fantastyczne spotkanie. Kiedy rywale skupiali się na dwóch największych gwiazdach The Hoops – Jimmim Delaney oraz Jimmy McGrory, wspominany Geatons grał bezbłędnie – to dzięki niemu drużyna groźnie atakowała i z minuty na minutę powiększała przewagę. Z kolei cały zespół Aberdeen, wliczając w to przede wszystkim obrońców, popełniali katastrofalne błędy.

Już po 10. minutach gry defensorzy The Dons sfaulowali w okolicach pola karnego zawodnika The Bhoys. Do wykonania stałego fragmentu gry podszedł Jimmy McGrory. Napastnik Celticu uderzył mocno i dokładnie, tak więc bramkarz rywali – Johnstone miał olbrzymie problemy z obroną tego strzału. Golkiper Aberdeen odbił futbolówkę bardzo niefortunnie, tak że ta spadła wprost pod nogi nabiegającego McGrory, który tuż po jej przejęciu odegrał do lepiej ustawionego Johna Cruma. Snajper The Hoops nie miał żadnych problemów z umieszczeniem piłki w siatce, wyprowadzając swoją drużynę na jednobramkowe prowadzenie.

Utrata gola podziałała niesamowicie mobilizująco na grę przyjezdnych. Przeprowadzili oni w przeciągu kilkudziesięciu sekund dwie groźne kontry. Jedna z nich, po koszmarnym błędzie dwójki obrońców – Hogga i Kennawaya, którzy nie potrafili przechwycić piłki po dośrodkowaniu Benyona, doprowadziła do wyrównania. Świetnie w tej sytuacji zachował się Matt Armstrong, który umieścił piłkę w siatce.

Wyrównująca bramka postawiła zespół Aberdeen w korzystnej sytuacji. Doprowadzenie do remisu spowodowało, iż cały zespół się skoncentrował i powoli dotychczasowa przewaga Celticu zaczęła maleć. Wszystko ułożyłoby się po myśli szkoleniowca gości – Patricka Treversa, jednakże szybko zareagował Maley. Trener Celticu szybko pozbawił swoich rywali najgroźniejszej broni – szybkich i niezwykle efektywnych skrzydłowych, którzy nie po raz pierwszy stanowili o sile ofensywnej swojej ekipy.

Spory wkład w to miał również Delaney, który raz za razem swoimi rajdami rozbijał szyki obronne rywali powodując, iż boczni obrońcy Aberdeen również nie mogli włączać się w akcje ofensywne.

Po stracie bramki obrońcy The Bhoys zaczęli grać mniej pewnie, dzięki czemu zawodnicy The Dons zwietrzyli okazję na kolejnego gola. Ich ataki stawały się coraz groźniejsze, jednakże ciągle czegoś brakowało – raz skuteczności, innym razem szczęścia. Gdy już się wydawało, iż Aberdeen zdobędzie prowadzenie wszystkich zaskoczył Willie Buchan, który strzelił drugą bramkę dla The Bhoys.

Bramka ta została zdobyta w dość kontrowersyjny sposób. Od odbitej piłki rzuciła się dwójka zawodników – McGrory i Temple. Młody obrońca Aberdeen zamiast wyczekać i ślizgiem zabrać piłkę za szybko próbował interweniować. Tutaj boiskowym cwaniactwem popisał się McGrory, który futbolówkę dotknął ręką, dzięki czemu mógł bez najmniejszych problemów ją następnie dośrodkować. W tym momencie pozostali obrońcy The Dons zamiast grać do gwizdka zaczęli ostro dyskutować z sędzia. Ten natomiast puścił grę, dzięki czemu McGrory mógł idealnie dograć piłkę do wychodzącego na czystą pozycję Willie Buchana, który nie miał problemów ze zdobyciem bramki.

Niewątpliwie mecz ten mógł mieć zupełnie inny przebieg, gdyby Mills oraz McKenzie zagrali na swoim poziomie. Dwójka piłkarzy Aberdeen zaprezentowała się fatalnie – grała schematycznie, przewidywalnie. Szczególnie drugi piłkarz, były gracz Hearts był cieniem dla siebie samego, tak więc ostateczna wygrana Celticu nie mogła być zaskoczeniem.

Aberdeen – Celtic 1:2

Aberdeen: Johnstone: Cooner, Temple; Dunlop, Falloon, Thomson; Benyon, M'Kenzie. Armstrong. Mills, Lang

Celtic: Kennaway; Hogg, Morrison; Geatons. Lyon, Paterson; Jimmy Delaney, Willie Buchan, M’Grory, John Crum, Murphy



Autor tekstu: Tomasz Lisowski
PARTNERZY